O Boże! Cos się kończy coś zaczyna, prawda? Patrzę na Iwonę, patrzę na nią i wiem, że to po prostu się nie uda. Mówimy o swoim życiu od 38 lat, bo tyle się znamy. Chwyta mnie za rękę i obie toniemy w bezgłośnym płaczu, bo łzy nie płyną. Uśmiechamy się do siebie w smutny sposób, jak wtedy gdy miałyśmy po 6 lat. Tyle lat. Tyle bólu, złamanych serc i tyle nadziei. Gdzie się to podziało? W podstawówce siedziałyśmy obok siebie na przerwie i patrzyłyśmy w gwiazdy. W zeszyt od polskiego. W nadzieję, która ulatywała w niebo.
Potem spotykałyśmy się gdzieś w przelocie, zajęte własnym życiem, ale zawsze chciałyśmy uciec do Meksyku i być razem starymi lampucerami w różowych kapeluszach. Niekiedy kochasz kogoś przez całe życie i ta osoba trzyma cię za rękę kiedy spadasz. Trzyma twoją rękę i nie puści choćby nie wiem co. Kocham ją. Kocham tak bardzo, że czasem wydaje mi się, ze tylko we wspomnieniach przyjaciół i znajomych jeszcze jestem sobą. Przykładam swoje życie do jej życia i obie tęsknimy. Kiedy to się stało? Kiedy dorosłyśmy i poczułyśmy pustkę? Dryfujemy, o tak, moje ulubione słowo, więc dryfujemy i nie płaczemy, żeby tusz z oczu nie spłynął. Pamiętam, ze na miejscu zbrodni, w tamtym domu, w tamtym miejscu, czasem siedziałyśmy na tych płytach nad Sołą, piłyśmy wino z plastikowych kubeczków, słońce muskało nasze ciała, a my byłyśmy szczęśliwe. Na chwile, ale tak. Byłyśmy szczęśliwe i wierzyłyśmy, że jutro to jedyny dzień, który nie nadchodzi nigdy.
Tyle lat, kurwa tyle lat.
Szkolne dyskoteki w podstawówce, pierwsza miłość. Lata 90-te pamiętam jak przez mgłę, ale wtedy wszystko było coś warte.
Teraz gadamy, wspominamy, żalimy się. Coraz więcej rzeczy nam nie wychodzi, coraz więcej części ciała nas boli. Zestarzejemy się razem. Nie siedzimy już na tamtym dachu, nie gramy w gumę, ale wciąż uśmiechamy się do siebie. Gadamy przez telefon godzinami.
Umieram, za każdym razem kiedy przeszłość wyciąga po mnie łapska umieram. Po kryjomu ocieram łzy. Mam roztrzaskane serce, ale żyje. Może to jedna z ostatnich takich niedzieli? Maleńczuk śpiewał, że kładzie na oko gruby tusz i ja tez. Słońce oświetla moją twarz, włoski sąsiad wrócił, sąsiad z mafii tez. A ja tonę. Tonę i tonę. Unikam ich obu, zakładając ciemne okulary.
Dzisiaj jestem smutna w szczęśliwy sposób. Myślę sobie, że przecież każdy koniec to jakiś początek. To prawda, że nie dzwonią fanfary kiedy podejmujemy ważne decyzje życiowe. Czy jutro będzie przepiękne? Ne wiem. Będzie nowe i inne, ale chyba wciąż dobre.
Stoję przed blokiem i palę. Przełykam bezgłośnie łzy. Tęsknie za Iwonką, jest tak blisko, a dzieli nas ocean czasu, hłe, hłe. To nieprawda, ale dobrze brzmi. Mówi mi, że teraz już bliżej niż dalej, a ja się śmieję i śmieję i śmieję. A potem nastaje cisza i ta tęsknota za nią rozrywa mi serce. Kiedy to się stało? Nagle byłam w bezpiecznym gnieździe, a potem los mnie rzucił na ciemny bezkres życia. Gdzieś po drodze sie zakochałam i teraz muszę się odkochać. Iwona mówi, że tonie w morzu łez, ale znam ten tekst, to Kasia Kowalska, a my wciąż możemy rodzić następców tronu, tzn. ja, bo ona mówi, że nie może mieć dzieci.
Wszystko będzie dobrze, mówi mafioso z klatki obok. Mówi też, że palenie szkodzi i czy mąż wie? Tak wie, więc on sugeruje ,że trzeba rzucić, na co ja pytam: męża czy fajki? A on się śmieje i śmieje i śmieje. Patrzy na mnie, podczas gdy ja patrzę na niego i nastaje niezręczna cisza,. Może w następny życiu, myślę sobie, ale przecież wiem, że życie najpierw cię pierdolnie, a potem spyta co tak leżysz.
Wybiec do przeszłości i powiedzieć, że bez doświadczeń życie byłoby prostsze, prawda? Jeszcze chwile i zacznę palic w oknie narażając się na gniew rodziny, ale czuje się osaczona. Człowiek wychodzi przed blok na samotną fajkę, żeby poczuć obrzydzenie do siebie i litować się nad swoim życiem i bum, nagle pojawia się ktoś kto chce rozmawiać, poznać się i traktuje cię jak czysty i niewinny śnieg. To śmieszne, ale nieszczęśliwa i złamana kobieta przyciąga do siebie różnych zjebów.
Nigdy nie chciałam poznawać sąsiadów, a teraz jest ich pełno. Mafia, Włosi i dziki świat. Liznę trochę języka bo Włoch mówi do mnie: buongiorno i opowiada mi o odległym świecie.
Tak więc wiecie, tonę w morzu łez, ale jestem szalonym żeglarzem i przedziurawioną łodzią podwodną. Czy wypłynę? Nie wiem.
Czy chciałabym wypłynąć?
Makijaż ma ten jeden plus, że nie płaczesz, bo tusz może się rozmazać. W moim wieku to niezły argument.
Mój aloes rośnie jak szalony. Jedyny kwiat w tym domu, bo reszta zdechła. Niech to będzie nasz sekret. Jebane kwiatki, właśnie wtedy kiedy potrzebujesz wsparcia wyschną niczym pochwa w menopauzie i wbiją ci nóż w plecy. Ale aloes nie pęka, rośnie niczym włosy na mojej brodzie i zawstydza wszystkie badyle na parapecie. Tak trzymaj maleńki, życie jest do dupy ale ty trwaj rośnij i smakuj gorzko.
Moje dzieciństwo też było gorzkie, ale spoko. Przetrwałam i nie panikuję. Zjebane dzieciństwo zastąpiłam odrazą do siebie. Owinę się we frotę i chwycę maszt swojego życia w swoje życie. Ahoj samotni żeglarze 😛
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz